Kiedy ostatnio robiłaś cytologię szyjki macicy?

2 143
Mam prawie 31 lat, a cytologii miałam w swoim życiu… 10? 9? Na pewno było ich już sporo, a pierwsza odbyła się, gdy byłam na pierwszym roku studiów. Miałam to szczęście, że nieświadomej sensu badania dziewczynie Pani ginekolog z akademickiej Przychodni Zdrowia pobrała wymaz z własnej inicjatywy, informując, że wynik będzie dostępny w ciągu 2-4 tygodni i że mam dzwonić.
Zadzwoniłam, grupa 1, wszystko super. I tak było przez całe studia – co roku chodziłam do tej samej pani ginekolog, a ona pobierała materiał do badania, po czym po niespełna miesiącu pojawiał się wynik pozytywny. Do dziś nie jestem pewna, jak to się stało, że bezpłatną cytologię miałam co roku, skoro NFZ „funduje” nam to badanie co 3 lata (chyba ciut za rzadko, ale dobre i to…). Może tak niewiele kobiet zgłaszało się na badanie, że pani Doktor niejako przekazywała mi ich dolę? A może wtedy panowały inne zasady?
Po studiach dalej kontrolowałam szyjkę macicy, bo chyba weszło mi to w krew. W międzyczasie grupa zmieniła się na 2 – też dobrze. Chyba ciągle nie dostrzegałam wagi tego badania, ale to nieistotne. Ważne, że coroczna cytologia była dla mnie jak coroczne urodziny, Boże Narodzenie czy urlop. Była czymś, co po prostu musiało się pojawić, czymś naturalnym i oczywistym jak to, że oddychamy powietrzem. Elementem higieny psychicznej i zdrowego stylu życia. Samo pobieranie wymazu zawsze było nieco nieprzyjemne i wiązało się z dyskomfortem, ale nie bolało. To był dodatek do zwykłego badania ginekologicznego. Układałam się na fotelu, a po paru chwilach było po wszystkim – lekarz szczoteczką pobierał wymaz cytologiczny i… voila!
Jak dotąd wszystkie wyniki były dobre, poza niewielką grzybicą w czasie ciąży (częsta przypadłość). Właśnie przymierzam się do pierwszej pociążowej cytologii, która – wierzę w to mocno – również będzie pozytywna. Zapłacę za nią z własnej kieszeni, mimo że święta za pasem, prawo jazdy niezdane i trzeba wykupywać dodatkowe godziny, a kuroniówka niedługo się kończy i zostaniemy z pensją męża i 500+. Szczerze mówiąc, wolę nie kupić sobie nowego ciucha, nie pójść do fryzjera, zjeść skromniej (ale wciąż zdrowo!), ale przeznaczyć tych kilkadziesiąt lub nawet więcej złotych na zdrowie i spokój ducha.

ZDROWIE CENNIEJSZE NIŻ PIENIĄDZE
Myślę, że moje dziecko woli mamę zdrową niż ufryzowaną i w wystrzałowej bluzce, ale z niezaleczonym stanem zapalnym, który może wchodzi w stan przedrakowy, a może już jest rakiem.

Brak pieniędzy rzadko może być wymówką, bo większość z nas stać nawet na wizytę prywatną u ginekologa, ten jeden raz w roku (co trzeci rok to badanie bezpłatne). Fakt, trzeba by wtedy czasem zrezygnować z łakoci, jakiegoś ciucha lub dwóch, może dokonać paru innych wyrzeczeń… Ale warto. Naprawdę warto! Pomyśl o swoim zdrowiu. Dla swoich bliskich, a przede wszystkim dla siebie. Nie szukaj wymówek, bo one zawsze się znajdą. Bądź rozsądna. Albo – jeśli jesteś mężczyzną – zadbaj o swoją kobietę, córkę, mamę i namów ją na badanie. Zawalcz o jej zdrowie. Działaj!

You might also like More from author

  • Ja się już wybieram od roku, ale się wybrać jakoś nie mogę. Czas nadrobić. A swoją drogą to wczoraj koleżanka, która pisze pracę magisterską podesłała mi ankietę do wypełnienia właśnie na temat raka piersi i nowotworów ginekologicznych. Chciała się dowiedzieć jaką mamy wiedzę na ten temat ja ze swojej strony uważam, że dobrą, ale niektóre koleżanki są porażone swoją niewiedzą

  • Nie mogę dotrzeć na cytologię po ciąży. To okropne, wiem! Tym bardziej ze to niewielki wydatek. Wciąż jednak coraz to nowe tematy mnie zajmują (najbardziej temat dziewięciomiesięcznego syna, który jest na maksa absorbujący:D). Kobietom nadal brakuje świadomości wagi tego badania (i w ogóle badań, nawet zwykłej morfologii!). Nie mowi sie o tym na lekcjach w szkołach, wielu rodziców nie tłumaczy wagi badań, nie zachęca sie, a państwo łaskawie daje sie bezpłatne badanie raz w czas. I to po 25roku życia! A wcześniej? Nigdy wcześniej – przed ciąża w wieku 22lat – lekarz ginekolog nie zachecal mnie do tego badania. Moze trafiałam na partaczy a moze takie jest przekonanie, ze w sumie to po co. Podobny problem dotyczy samobadania piersi. Kobiety nie potrafią go wykonać. A przecież to noże uratować życie.

Close