Nerwica serca, czyli do czego doprowadził mnie przewlekły stres

27 18 796

Wyobraź sobie, że po ciężkim, pełnym obowiązków dniu kładziesz się do łóżka. Wreszcie odpocznę, myślisz sobie, i spokojnie zamykasz oczy. Nagle czujesz niepokój. Twoje serce zaczyna bić szybko, coraz szybciej, a Ty każde jego uderzenie czujesz bardzo wyraźnie. Żołądek zaciska Ci się w pięść, a ciało oblewa zimny pot. No nie, to zawał, zaraz umrę. Ale nie umierasz. Po jakimś czasie, czasie wielkiego lęku, wszystko mija. Nie umarłeś. To tylko nerwica serca. Tylko albo aż.

Powyższy opis nie jest zmyślony. To moje autentyczne przeżycie sprzed kilku lat. Pracowałam wtedy, tuż po studiach, w telefonicznej obsłudze klienta. Zajmowałam się połączeniami przychodzącymi, czyli klienci dzwonili do mnie z pytaniami i skargami. Żyłam wtedy w permanentnym stresie, bo pięciominutowe przerwy po każdej przepracowanej godzinie nie pozwalały na jego rozładowanie. Relaksowi nie sprzyjał też nieregularny czas pracy, czyli radosny, totalny bałagan w grafiku. W dodatku po godzinach starałam się pracować w zawodzie, robić dodatkowe zlecenia, praktykować w wydawnictwie i uczyć się angielskiego. W wolne dni spotykałam się z chłopakiem. Czasu tylko dla siebie, przeznaczonego na błogie lenistwo, miałam zero. Nie żartuję: zero. Efektem tego okazała się nerwica serca, czyli przypadłość osób nadwrażliwych i nerwowych.

NERWICA SERCA, CZYLI PRZELAŁA SIĘ CZARA GORYCZY

Nie popełniajcie mojego błędu. Nierozładowany stres zawsze da o sobie znać. U mnie objawił się problemami z sercem, na szczęście odwracalnymi, nieorganicznymi.

Mówiąc krótko: dopadła mnie nerwica serca. Na początku tego tekstu opisałam swój pierwszy atak paniki z prawdziwego zdarzenia. Tego wieczoru współlokator ze stancji wezwał pogotowie, które zawiozło mnie na oddział ratunkowy. EKG i badania krwi nic nie wykazały. Serce wydawało się zdrowe. I było. Ale ataki paniki pojawiały się jeszcze kilkukrotnie. Nerwica serca nie dawała za wygraną.

Apogeum nastąpiło na początku ciąży. Problemy w pracy, początek „nowej drogi życia” w postaci ślubu i wspólnego zamieszkania, a w dodatku dolegliwości związane z ciążowymi hormonami – tego było chyba zbyt wiele. Pojawiały się już nie tylko skoki ciśnienia i tachykardia (zbyt szybkie bicie serca), ale i dodatkowe skurcze. Z każdym dniem było ich coraz więcej, a szczególnie nasilały się w pracy, podczas rozmów z klientami. Była to mieszanka wybuchowa, obciążająca nawet dla najbardziej wytrzymałego serca. Byłam przerażona, bo myślałam, że naprawdę się rozchorowałam. Nie sądziłam, że to nerwica serca, a więc przypadłość, która tkwi w głowie, w duszy, w emocjach.

CZYM JEST NERWICA SERCA?

Jak objawia się nerwica serca? Myślę, że u każdej osoby nieco inaczej. Ja odczuwałam to mniej więcej tak, że serce na dłuższą chwilę zamierało, a potem pojawiało się przykre, nieprzyjemne szarpnięcie. I tak co minutę, pół minuty. Były kilkugodzinne przerwy, a potem cała kanonada „tąpnięć”. Najwięcej było ich wieczorem, zwłaszcza po położeniu się do łóżka. Tak jakby organizm po całodziennym wysiłku chciał wyładować i wyrzucić z siebie nagromadzony stres. Mąż, przykładając ucho do mojej klatki piersiowej, słyszał tę przerwę w biciu serca i późniejsze nadprogramowe uderzenie. Brzmiało to dla niego tak, jakby coś się zacięło w sercowym mechanizmie. Pewnego dnia dodatkowych skurczy było tak wiele, że wezwaliśmy pogotowie. W karetce podłączono mnie do EKG, które wykazało dodatkowe skurcze komorowe. Czyli te potencjalnie groźniejsze (mniej groźne są skurcze nadkomorowe). Mój puls wynosił ponad 130 uderzeń na minutę, więc na sygnale dowieziono mnie na oddział ratunkowy. A tam… wszystko się wyciszyło, a EKG było wzorcowe. Bo nerwica serca lubi płatać figle.

O TYM, JAK NA NERWICĘ SERCA NIE POMOGŁY MI LEKI

Parę tygodni później, w związku z ciążą, leżałam w szpitalu. Wspomniałam lekarzom o swoich „sercowych problemach”. Założono mi tak zwany Holter EKG (całodobowy zapis pracy serca), który potwierdził pojawianie się dodatkowych skurczy komorowych. Wprowadzono też niewielką dawkę Metocardu, po którym moje ciśnienie wynosiło 80/40, a więc byłam niczym żywy trup. A serce jak kołatało wcześniej, tak kołatało w najlepsze dalej. Moja nerwica serca miała się „świetnie”. Dziś żałuję, że brałam ten lek, bo wcale go nie potrzebowałam, a może on być w jakimś stopniu szkodliwy dla płodu. Na szczęście u nas nic złego się nie wydarzyło, a kardiolog, do którego się udałam, kazał odstawić Metocard (nigdy nie odstawiajcie leków na własną rękę!). I słusznie, bo w moim przypadku głównym winowajcą był stres i nerwica serca, a nie rzeczywiste problemy z tym organem.

Nerwica serca
Fot. Kyson Dana – www.unsplash.com

NERWICA SERCA – BAROMETR, KTÓRY KAŻE ZMIENIĆ ŻYCIE

Nerwica serca skutecznie niszczyła moją codzienność. Dosyć szybko poszłam na L4 ciążowe, bo nie byłam w stanie pracować, czując dodatkowe skurcze jeden za drugim, w dodatku w stanie błogosławionym. Ciąża i nerwica serca wykluczają pracę „na słuchawce”. Po przejściu na zwolnienie, uregulowaniu trybu życia i rozwiązaniu kilku problemów skurcze minęły. Zniknęły! Bez żadnych leków. Kolejna wizyta u kardiologa oraz wykonane Holter i echo serca pokazały, że wszystko jest w porządku. Serce miałam i mam zdrowe, poza niewielką, kosmetyczną niedomykalnością dwóch zastawek. Nerwica serca wygasła. Poród także odbył się bez komplikacji, siłami natury.

Ale to nie koniec tej historii. Dodatkowe skurcze wciąż wracają, jeśli w moim życiu pojawi się zbyt wiele stresu. Mogę powiedzieć, że są one moim barometrem, który pokazuje, że w danym momencie powinnam przystopować. Jeśli serce działa bez zarzutu, to znaczy, że w moim życiu wszystko gra, a każda rzecz jest na swoim miejscu. Jeśli jednak pojawiają się znajome szarpnięcia, przyglądam się sobie i zastanawiam się, jakich zobowiązań się pozbyć, co wyrzucić ze swojego grafika. I gdzie znaleźć więcej miejsca na relaks. I ten czas na odpoczynek musi się znaleźć, nawet kosztem nieumytej podłogi czy niezrobionego obiadu. Przyznam, że jest to jakieś ograniczenie, bo czasem chciałabym zrobić bardzo wiele, mam mnóstwo planów, a serce mówi stop. I wtedy wiem, że muszę go posłuchać, bo ono najlepiej wie, co dla niego dobre. Nerwica serca jest tym, do czego zdecydowanie nie chcę wracać.

JAK OBJAWIA SIĘ NERWICA SERCA? TROCHĘ TEORII

Nerwica serca to szeroki temat. W sieci znajdziecie mnóstwo artykułów dotyczących tej dolegliwości. I rzeczywiście, nie u wszystkich objawy są takie same. Jakie występują najczęściej?

  • tachykardia, czyli szybkie bicie serca, grubo ponad 100 uderzeń na minutę,
  • silny lęk o własne zdrowe lub życie,
  • kołatania serca, czyli nierówne bicie i dodatkowe skurcze,
  • ból w klatce piersiowej,
  • duszności,
  • zimne poty,
  • uczucie osłabienia,
  • zawroty głowy.

Większość z tych objawów miałam, chociaż nigdy nie czułam bólu. Ważne jest to, że pomimo fizycznych dolegliwości EKG czy inne badania serca u nerwicowców prawie zawsze wychodzą prawidłowo (nieprawidłowości mogą się pojawić, ale być niezwiązane z nerwicą).

Jeśli macie sercowe problemy i podejrzewacie nerwicę, tak czy inaczej warto się przebadać. Wykluczycie wtedy organiczne schorzenia i łatwiej będzie Wam sobie poradzić z atakami paniki czy dodatkowymi skurczami.

ZMIANA STYLU ŻYCIA I CZERWONE ŚWIATŁO DLA STRESU

Co istotne: w przypadku nerwicy serca podstawowym „lekiem” jest zmiana trybu życia i nauczenie się technik radzenia sobie ze stresem, który przecież jest nieunikniony. U mnie powyższe zmiany zadziałały, a jeśli nerwica serca powraca, to tylko na chwilę. Umiem już ją okiełznać. W ciężkich przypadkach lekarze przepisują doraźnie leki uspokajające i przeciwlękowe, ale osobiście jestem ich przeciwniczką. W momencie ataku paniki – ok. Ale naprawdę sporadycznie i nie na dłuższą metę. Jednak jest to tylko moja subiektywna opinia. Jeśli Wy również borykacie się z nerwicą serca, decyzja należy do Waszego lekarza. Gdy nie ufacie jednemu lekarzowi, a jego decyzje Was niepokoją, skonsultujcie się z innym. Ale też słuchajcie swojej intuicji.

Nerwica serca to bardzo nieprzyjemna przypadłość, ale można z nią wygrać. Ja jestem tego przykładem. Już nie wsłuchuję się w każde uderzenie serca, nie przeraża mnie pojedynczy dodatkowy skurcz.

Nerwica serca pozostawiła we mnie przekonanie, że nie można dać się stresowi. Trzeba umieć powiedzieć sobie „dość” w odpowiednim momencie. I zadbać o siebie, bo nikt nie zadba o nas tak dobrze, jak my sami.

Zdjęcie główne: Jimmy Bay/www.unsplash.com

 

You might also like More from author

  • Ja mam coraz częstsze problemy w postaci nagle przyspieszonej akcji serca. Jestem tancerką więc pracuję fizycznie. Czasem na próbach pojawia się znikąd uniemożliwiając mi dalszy trening. Zwykle trwa kilka, kilkanaście sekund. Ale zdarzyło się, że bicie serca skoczyło do 180 uderzeń na minutę i utrzymywało to tempo przez 40 minut 🙁 wezwano do teatru karetkę, ale zanim dojechała praca serca się unormowala. Po dwóch dniach udałam się do kardiologa, który na podstawie mojego opisu stwierdził, że musiał to być częstoskurcz serca 🙁 Też nie odczuwam bólu podczas ataków. Dodam, że jestem strasznym nerwusem a stres to właśnie moje drugie imię 🙁 teraz mam lek, który mam brać tylko w przypadku wystąpienia długiego ataku. Dziękuję za ten wpis, świadomość swojego organizmu jest niesamowicie istotna!

    • Hmm, lekarz zrobił Ci EKG czy jakieś inne badanie? Ja bywam nadgorliwa, ale w takiej sytuacji – jeśli tańczysz zawodowo i codziennie Twoje serce podlega sporemu wysiłkowi – chyba przebadałabym się dokładniej. To znaczy zrobiłabym echo serca, może założyłabym Holter. Bardzo możliwe, że Twoje objawy wynikają ze stresu, ale ze względu na charakter Twojej pracy warto się temu przyjrzeć, żeby spać spokojnie. Ja zrobiłam echo serca w wieku 28 lat i żałuję, że tak późno. Czasem słyszy się o ukrytych wadach serca, które wychodzą nagle i niespodziewanie. Moje echo kosztowało 80 zł, a spokój mam na długie lata, bo wiem, że serce mam prawidłowo zbudowane. Holter miałam za darmo, ale to też mniej więcej taki koszt. Ja bym jednak na Twoim miejscu cisnęła lekarza na NFZ, bo jeśli masz częstoskurcze i pracujesz niejako fizycznie, to jak najbardziej jest podstawa. Po co masz się stresować? Tym bardziej, jeśli lekarz zrobił Ci tylko EKG, które nie wszystko wykazuje.

  • Patrycja Czubak

    Stres to przekleństwo dzisiejszych czasów. Najłatwiej byłoby się go pozbyć, ale to nie jest takie łatwe.

    • Może nie da się go pozbyć, ale na pewno trzeba nauczyć się go rozładowywać. Najgorszy jest stres przewlekły. Dużo gorszy niż krótkotrwały, silny stres.

  • Wiesz co, w klasie maturalnej miałam bardzo mocne bicie serce. Spoczynkowe tętno to było 110, a jak weszłam kiedyś na bieżnię potruchtać, to po ledwie minucie wzrastało do ponad 200. Poszłam do kardiologa i okazało się, że „taka młoda nie może mieć żadnego problemu, widocznie sama sobie szukam choroby”. Po jakimś czasie mi przeszło, ale od pół roku znowu to samo, tylko tym razem z dodatkowymi skurczami, które bolą. Myślałam jednak, że może mi się wydaje z tym chwilowym „zamieraniem” serca, przecież to niemożliwe. A czytając ten tekst coraz bardziej otwierałam oczy! Chociaż faktycznie, wszystko wzięło się z długotrwałego stresu…
    Oby Tobie to się już nie zdarzało. Powodzenia!

    • Oj, jak ja nie lubię takich lekarzy. Mam wrażenie, że doskonale zdają sobie sprawę z problemów „sercowych” u młodych osób, ale mają wygodną wymówkę, żeby nas zbyć. No i zaoszczędzić parę groszy… Niektórych lekarzy gubi rutyna. Bo rzeczywiście, być może na 100 młodych ludzi tylko 1 będzie miał rzeczywisty problem z sercem, ale żeby wykryć tego jednego, trzeba by przebadać wszystkich stu. A lekarzom się to nie opłaca… Od razu napiszę, że nie wszystkim, bo ja w ciąży trafiłam na cudowną Panią kardiolog, która mnie nie zignorowała i zrobiła niezbędne badania.

      • Chyba ciężko jednak na takich lekarzy trafić. Dobrze, że Tobie się poszczęściło. A tymczasem i tak trzeba sobie jakoś radzić samemu 🙂

  • Czasem musi człowiekiem tąpnąć, żeby przewartościował świat. Obesrwując siebie i znajomych, wiem, że z wiekiem, przychodzi też dystans do wielu spraw. A to pomaga radzić sobie ze stresem. Cieszę się, że u Ciebie sprawy potyczyły się w taki sposób, że masz nad tym kontrolę 🙂

    • Masz dużo racji. Jeszcze dziesięć lat temu przeżywałam bardzo i sprawy poważne, i prawdziwe głupoty. Mając lat 31 już złapałam sporo dystansu. Spokojniej podchodzę do życia. Jeśli pójdzie tak dalej, to wieku 40 lat będę prawdziwą oazą spokoju. 🙂

  • Też kiedyś odczułam nerwicę – a miałam dopiero 18 lat! Wywołał ją stres przed maturą. Skończyło się na SORze, badaniem EKG, paracetamolem i zaleceniem: więcej odpoczywać. Teraz, gdy czuję niepokój i napięcie, sięgam po melisę i szukam zajęć na „odmóżdżenie”. W dzisiejszych czasach stres jest zabójczy.

  • janielka

    Też miałam taki okres w swoim życiu. U mnie jednak problemem był szef i współpracownik.

  • Super dzieciaczki

    Stres też bardzo źle na mnie działa, dlatego wypisałam się z 3 klasowej i od razu czuję się lepiej. Wcale to nie żarty z mojej strony.

  • Martyna Cieślińska

    Ja zaczynam się poważnie zastanawiać czy nie cierpie na coś podobnego. Dodatkowo miewam zwiększone ataki aastymy gdy mój stres się zwiększa. Chyba powinnam coś z tym zrobić. Mało. Regularny tryb zycia jest niebezpieczny

  • Stres w małych dawkach jest nam potrzebny, ale co za dużo to niezdrowo 😉

  • Justyna Szmuc

    Stres bardzo źle działa na każdego z nas

  • Nie mam takich doświadczeń, ale Twój wpis dał mi wiele do myślenia. Stres ma na nas bardzo zły wpływ. Niby wiemy to wszyscy, ale uznajemy, że należy do naszego życia. Dopiero w takiej sytuacji jesteśmy zmuszeni, aby przystanąć na chwilę.

  • Dominika Rygiel

    Niestety z autopsji znam problem… U mnie nie przejawiało się to kłopotami z sercem, a… ze skórą. Dostałam przewlekłego zapalenia skóry twarzy, serio! ZE STRESU! Gdyby ktoś mi opowiedział, wyśmiałabym go. Przeżyłam więc to dosłownie i w przenośni na własnej skórze. Nawet teraz, po kilku latach, w chwili zmożonego stresu zdarza mi się, że skóra na twarzy się zaognia, gaszę na szczęście w zarodku i do większych problemów nie dopuszczam. To niebywałe, jak bardzo negatywne myśli mogą wpływać na ciało.

  • Miałam dokładnie to samo… Kilka razy nawet wylądowałam na SORze, bo ciśnienie w stanie spoczynku ponad 140! Koszmar!
    Dopiero bardzo silne leki pomogły…

    • Oj, wizyty na SORZe to rzeczywiście koszmar. Ja dodatkowo miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie jak na hipochondryka, chociaż może to akurat mylne wrażenie, bo podczas jednej z jazd karetką na pogotowie już w pojeździe wyszły nieprawidłowości. Oby jednak takie historie nigdy się nam nie powtarzały!

  • Jędrzej Nowacki

    @disqus_ZRtjUbKxK4:disqus mam identyczne objawy ze strony serca, przyjmuję leki. Piszesz o tym, że badania wychodzą dobrze, jak ma się to do twoich skurczy dodatkowych? U mnie normalnie wszystko było widoczne na EKG, kardiolog od razu przepisał leki, bez brania pod uwagę możliwych przyczyn. Odczuwam po nich efekty uboczne (spowolnienie pracy serca, drętwienie kończyn etc.). Czy obecnie dalej holter/EKG wykazują nieprawidłowości?

    • Sęk w tym, że u mnie ataki tachykardii prawie nigdy nie były diagnozowane przez lekarza – jedynie raz w karetce, natomiast na SORZ-e już nie. Część skurczy komorowych wyszła w holterze, ale lekarz uznał, że to za mało, aby się przejmować, że ludzie miewają skurcze dodatkowe i to normalne. Kolejny Holter miałam robiony dużo później, kiedy serce już się uspokoiło i wtedy rzeczywiście nie było nieprawidłowości. Mówiąc krótko – w najgorszym okresie nie nosiłam holtera i nie zostało to zapisane, a więc lekarz nie mógł wziąć tego pod uwagę. Natomiast każdy skurcz dodatkowy czułam wręcz namacalnie. Dostałam Metocard, ale że kompletnie mi nie służył, po konsultacji z lekarzem go odstawiłam. Dzisiaj serce czasem się odzywa, ale przyjęłam po tych wszystkich badaniach, że jest zdrowe i na razie nie zamierzam go ponownie badać.

  • Maciej K.

    Dobra dajmy spokój tej zabawie powiedzcie co chcecie ode mnie. Konta shakowane, modemy shakowane. Ładnie. Mam do was zadzwonić? Żeby nie było, że to nie ja. Podpisuje się Maciej K. Jeżeli jednak nie wiecie co chodzi, wykasuję tę wiadomość.

    • Do kogo Pan się zwraca w tej wiadomości? Bo rzeczywiście nie wiem, o co chodzi i czy to nie pomyłka. Czy pisze Pan do atthost, właściciela serwera?

  • piotr25

    Mam identyczną pracę, powiedz mi ile miałaś lat i ile lat pracowałaś na słuchawce. Piłaś w pracy kawę. Mnie dodatkowo też żadna dziewczyna nie kocha co też przełoży się pewnie na krótkie życie.

    • Pracowałam na słuchawce kilka lat, kiedy miałam dwadzieścia parę lat. 🙂 I rzeczywiście piłam kawę, i to sporo. Cieszę się, że już tam nie pracuję i że… udało mi się ograniczyć kawę. 🙂 A brak miłości ze strony płci pięknej w danej chwili nie oznacza, że to nigdy się nie zmieni!

Close