Nie ma chyba drugiej choroby, która budziłaby taki lęk. „Najważniejsze, że to nie rak” – zdarza się słyszeć po diagnostyce choroby. Mawiają tak i pacjenci, i lekarze. Dlaczego tak się dzieje, mimo że są też inne choroby trudne do wyleczenia i prowadzące do śmierci? A Polacy częściej umierają na choroby układu krążenia niż na nowotwory? Warto „odczarować” raka, bo wtedy… łatwiej będzie z nim walczyć. A także ze strachem przed nim.
Dlaczego więc rak budzi trwogę?
Myślę, że przyczyny trzeba szukać w przeszłości. Nawet całkiem nieodległej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rak rzeczywiście najczęściej prowadził do szybkiej śmierci, bo diagnostyka onkologiczna była na dużo niższym poziomie, a ludzie badali się profilaktycznie jeszcze rzadziej niż teraz. Rak był wówczas tak naprawdę wyrokiem śmierci, synonimem umierania. A nawet jeśli była szansa na wyleczenie, nie wierzono w nią, tak silnie zakorzeniony był lęk przed chorobą.
I wtedy zdarzały się wyzdrowienia w sytuacjach pozornie beznadziejnych, ale były rozpatrywane w kategoriach cudu. Do dziś pamiętam historię koleżanki mojej mamy, u której w wieku 28 lat zdiagnozowano raka piersi w zaawansowanym stadium. Nie wiem, czy byłam już wtedy na świecie, możliwe, że nie. Wiem tylko, że pani ta jeszcze kilka lat temu miała się dobrze i chyba w dalszym ciągu żyje, bo nie dotarła do mnie informacja o jej śmierci.
Mimo to pamiętam z dzieciństwa słowo „rak” wypowiadane ściszonym, pełnym trwogi głosem, nawet jeśli dotyczyło dalszych znajomych. Pamiętam, że kiedy zachorował mój dziadek, nikt nie chciał nazwać tej choroby, choć wszyscy o niej wiedzieli. Tak jakby słowo „rak” kłuło w język i groziło zarażeniem.
Lęk przed wykluczeniem i stygmatyzacją
Myślę, że lęk przed rakiem to również… nasza wina. To znaczy tych zdrowych (lub nie wiedzących, że są chorzy). David Servan-Schreiber w kultowej książce „Antyrak” opisuje reakcje kolegów lekarzy na swoją chorobę:
Większość lekarzy nie wiedziała, jak
się do mnie zwracać jako do pacjenta i równocześnie kolegi. Pewnego
wieczoru spotkałem na kolacji mojego ówczesnego onkologa, znakomitego
specjalistę, którego bardzo lubiłem. Na mój widok pobladł, a niedługo
potem wyszedł pod jakimś kiepskim pretekstem. Nagle poczułem, że
istnieje klub żywych, którzy dają mi sygnał, że już nie jestem jego
członkiem. Przestraszyłem się, że stanowię oddzielną kategorię ludzi,
zdefiniowaną przez chorobę.*
Być może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale chory na raka jawi się nam jako ktoś słabszy, ułomny, nagle należący do innego świata. Jako ktoś, po kogo kostucha wyciąga już swoją rękę. Nigdy tego nie rozumiałam i nie akceptowałam. Podziwiam tych, którzy mimo choroby starają się żyć normalnie, podejmując niekiedy heroiczny wysiłek. Podziwiam ich i szanuję. To fakt, należą oni do innego świata. Do świata, w którym bardziej docenia się dzień dzisiejszy i wszystkie smaki życia.
![]() |
Fot. Mag Pole/www.unsplash.com |
Boimy się raka również z powodu jego nieprzewidywalności
Bo tak naprawdę nie ma specyficznych oznak tej choroby na żadnym z jej początkowych etapów. Niemal każdy z objawów może oznaczać raka lub nie. Ból głowy może być objawem zmęczenia i raka mózgu. Osłabienie może być oznaką niedoboru witamin i zaawansowanego raka żołądka. To sprawia, że nie chcąc podejrzewać choroby w każdym sygnale organizmu, całkowicie negujemy możliwość zachorowania. Chcemy żyć w iluzji i świecie nieśmiertelnych.
To lęk jest więc logicznym wytłumaczeniem, dlaczego ignorujemy niepokojące objawy i nie idziemy lekarza. Funkcjonujemy w myśl zasady: jeśli czegoś nie widzę, nie wiem, to tego nie ma. Ale życie to nie Kraina Czarów. Powinniśmy ukierunkować nasz lęk w stronę działania, a nie bierności.
Nie da się ukryć, że mimo rozwoju metod leczenia bólu rak to w jego zaawansowanym stadium również wielkie cierpienie. Wie o tym nawet ten, kto nie doświadczył choroby w swojej rodzinie czy wśród bliskich znajomych. I właśnie strach przed cierpieniem, bólem i wyniszczeniem sprawia, że samo słowo „rak” budzi w nas wielką trwogę. A czas oczekiwania na diagnozę wiele osób określa jako najgorszy czas w życiu.
Bo łatwiej jest nie zmieniać swoich przyzwyczajeń…
![]() |
Fot. Krista McDonald/www.unsplash.com |
Odczarowanie raka to połowa sukcesu
Jeśli zaczniemy traktować tę chorobę jako batalię trudną, ale jednak do wygrania, zyskamy podwójnie, a nawet potrójnie. Przestaniemy bać się profilaktyki. Większy sens zaczniemy widzieć w dbaniu o siebie. A przede wszystkim łatwiej nam będzie wyzdrowieć, bo nie poddamy się na starcie, słysząc o chorobie. A z zapasem sił zyskamy większą szansę na to, by wygrywać poszczególne bitwy, a także całą wojnę. I zrozumiemy, że życie nie kończy się w chwili diagnozy, a jedynie zyskuje trudniejszy, choć zarazem pełniejszy wymiar.
* David Servan-Schreiber, Antyrak, Warszawa 2008
* Zdjęcie główne: Ezra Vaughn/www.unsplash.com