Film „Rak to poważny biznes” obejrzałam po raz pierwszy kilka lat temu, znalazł go w sieci mój mąż. Temat powrócił do mnie wówczas, gdy na blogu chorej na raka mózgu Karoliny Dzienniak znalazłam informację, że leczy się ona w klinice Burzyńskiego. Jak to dobrze, że klinika ciągle działa, pomyślałam. I postanowiłam raz jeszcze obejrzeć wspomniany film, bo informacje w nim zawarte się nie starzeją.
Kim jest doktor Stanisław Burzyński? Urodził się w 1943 roku w Lublinie, gdzie ukończył z wyróżnieniem studia na Uniwersytecie Medycznym. Jest jednocześnie doktorem nauk medycznych i biochemikiem. W 1970 roku, uciekając przed reżimem komunistycznym i brakiem możliwości prowadzenia badań, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam podjął pracę w Baylor College of Medicine w Houston w Teksasie. W 1977 roku opuścił mury uczelni i otworzył w Houston Burzynski Clinic, gdzie prowadził badania i pracował nad swoją nowatorską metodą leczenia raka.
WALKA Z RAKIEM BEZ CHEMII I RADIOTERAPII
I tu zaczęły się schody. Już w trakcie zbierania materiału do doktoratu z biochemii, Stanisław Burzyński dokonał niezwykłego odkrycia. Wyodrębnił nowy, wcześniej nieopisany szczep peptydów, występujący w krwi i moczu człowieka. Dodatkowo okazało się, że u chorych na raka szczep ten praktycznie nie występował, natomiast u osób zdrowych było go bardzo dużo. Burzyński nazwał owe peptydy antyneoplastonami. Antyneoplastony ma w sobie każdy z nas. U zdrowego człowieka neutralizują one geny odpowiedzialne za nowotwory i eliminują groźne komórki. Dlatego zbyt mała liczba antyneoplastonów grozi zachorowaniem na raka. Lekarz wpadł na pomysł pobierania peptydów od osób zdrowych i podawania ich osobom chorym. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. I tu mogłaby zapanować sielanka – metoda leczenia rozwinie się wspierana przez państwowe dotacje, a pacjenci zyskają życie. Niestety, nic z tych rzeczy.
![]() |
Fot. https://www.youtube.com/user/BurzynskiMovie |
Zaczęło się jednak całkiem obiecująco. Burzyński otrzymał pozwolenie na wykonywanie testów klinicznych na pacjentach swojej placówki. Skupiał się na leczeniu pacjentów z rakiem mózgu, jednym z najgroźniejszych nowotworów. Znamienne jest to, że wielu z jego pacjentów było wcześniej nakłanianych do rozpoczęcia chemio- i radioterapii. Jednocześnie dowiadywali się o drastycznych, trwałych skutkach ubocznych takiego leczenia, jak głuchota, białaczka i wiele innych. Przerażeni wizją kalectwa – szukali dalej. Wielu z nich natrafiało na informacje o Burzyńskim, jednak… lekarze odradzali korzystanie z jego terapii, mówiąc, że to nie działa, a Burzyński jest szarlatanem. Jednak w wielu przypadkach terapia u Burzyńskiego była strzałem w dziesiątkę i kończyła się pełnym wyleczeniem. A jednocześnie – w odróżnieniu od chemii i naświetlań – nie dawała większych skutków ubocznych.
KLASYCZNE METODY LECZENIA NIE ZAWSZE ZŁE
Film „Rak to poważny biznes” nie neguje całkowicie skuteczności chemio- i radioterapii, ale pokazuje, że skutki uboczne agresywnego leczenia nierzadko przewyższają korzyści. Osobiście nie uważam, żeby stosowanie chemioterapii czy radioterapii zawsze było złym rozwiązaniem – szczególnie w przypadku mniej zaawansowanej choroby skutecznie potrafią one hamować jej rozwój, na co dowody mam w bliskim otoczeniu.
![]() |
Manifestacja w obronie Burzyńskiego / http://europe.newsweek.com |
Cała „wina” doktora Burzyńskiego polegała na tym, że stworzył metodę leczenia raka bezpieczniejszą i skuteczniejszą niż dotychczasowe standardy, z czym nie mogły pogodzić się wielkie koncerny farmaceutyczne. Autorzy filmu zwracają uwagę na to, że upowszechnienie metody Burzyńskiego mogłoby spowodować zburzenie istniejącego systemu leczenia raka. Na potęgę produkowane leki do chemioterapii to kura znosząca złote jaja, a wojna z rakiem warta jest tryliony dolarów. W filmie słyszymy, że przemysł farmaceutyczny jest najbardziej rentownym biznesem na świecie. Opisane są także powiązania firm farmaceutycznych w USA z Food And Drug Administration (Agencja do Spraw Żywności i Leków) i rządem oraz ich wzajemne wpływy. Żądza zysku jest tak duża, że czas testowania nowych leków jest skracany. W tym samym czasie – od 1977 roku – Burzyński bezskutecznie próbuje przekonać państwo do współpracy w badaniach nad antyneoplastonami.
RAK TO POWAŻNY BIZNES, CZYLI PIENIĄDZE WAŻNIEJSZE NIŻ CZŁOWIEK
W Stanach Zjednoczonych badania wspierane przez koncerny farmaceutyczne są finansowane z pieniędzy podatników za pośrednictwem Narodowego Instytutu Raka (National Cancer Institute). W chwili realizacji filmu (2010) rząd USA wciąż zabraniał przekazywania państwowych funduszy na zatwierdzone przez FDA testy kliniczne doktora Burzyńskiego. To sprawiało, że ilość przeprowadzonych badań musiała być ograniczana. Tymczasem firmy farmaceutyczne zgłaszały się do Narodowego Instytutu Raka i dostawały grant na badania.
JAK WYGLĄDAŁA WALKA BURZYŃSKIEGO Z RZĄDEM I FDA?
Dość powiedzieć, że już w latach 80-tych pacjentów Burzyńskiego odwiedzali przedstawiciele Agencji do Spraw Żywności i Leków, którzy nakłaniali ich… do złożenia skargi na lekarza. Burzyński wzywany był do stawiania się przed komisją, która prowadziła w jego sprawie śledztwo. Nakłaniano go do zaniechania dalszych badań. Pod przykrywką analizy jego pracy próbowano udowodnić nieskuteczność antyneoplastonów. Nie pomagały szczegółowo opracowane wyniki leczenia, które czarno na białym pokazywały jego skuteczność. W pewnym momencie to grupa pacjentów Burzyńskiego zaapelowała o zaprzestanie nękania ich lekarza. Petycje wymazywano jednak z rejestrów. Wreszcie w 1993 roku sprawa trafiła do sądu.
![]() |
Fot. http://www.usatoday.com |
Znamienne jest to, że w filmie „Rak to poważny biznes” wypowiadają się zarówno przysięgli, jak i jeden z sędziów – nikt spośród nich nie znajdował w Burzyńskim winy. Podczas procesu sędzia uniewinnił lekarza. Nie przeszkadzało to jednak komisji lekarskiej – naciskanej przez rząd – w złożeniu odwołania. Walczono o cofnięcie Burzyńskiemu licencji, głównym zaś celem było wtrącenie lekarza do więzienia. Zdawano sobie sprawę, że jeśli metoda Burzyńskiego zostanie zatwierdzona, będzie to oznaczało początek końca radio- i chemioterapii, a zyski z leczenia trafią wówczas nie do wielkich koncernów, ale do kieszeni jednego naukowca posiadającego patent. Na to nie chciano pozwolić. Walczono z Burzyńskim na różne sposoby, łącznia z próbą kradzieży patentu przez innego lekarza, groźbami, nalotami na klinikę z bronią i konfiskatą kart pacjentów. Postępowanie uzasadniano tym, że nie przeprowadzono odpowiednich testów klinicznych antyneoplastonów. A jednocześnie nikt nie chciał dać na te testy pieniędzy!
290 LAT ZA WALKĘ O LUDZKIE ŻYCIE
Po przesłuchaniach, 20 listopada 1995 roku, Burzyński został postawiony w stan oskarżenia. Oskarżono go o 75 przypadków pogwałcenia prawa federalnego. Groziło mu 290 lat wiezienia i 18.5 miliona dolarów grzywny. Jakiś czas później sąd zadecydował, że doktor Burzyński dopuszczał się nielegalnych praktyk. Zezwolono na dalsze leczenie zaledwie garstki pacjentów. Protesty pacjentów nie gasły, wielu z nich zeznawało podczas przesłuchań. Nagrania ich zeznań przedstawione w filmie „Rak to poważny biznes” są przejmujące. W 1996 roku w wyniku presji opinii publicznej FDA zgodziło się na rozpoczęcie drugiej fazy testów klinicznych. Mimo to nie odwołano oskarżenia. Proces kosztował podatników 60 milionów dolarów. Po artykule doktora Juliana Whitakera na łamach biuletynu „Zdrowie i leczenie”, w którym opisał niesprawiedliwość, jaka spotkała Burzyńskiego, jego czytelnicy przesłali około 18 tysięcy czeków na rzecz obrony lekarza.
4 marca 1997 roku sędzia uznał postępowanie sądowe za nieważne. Stwierdził, że rząd nie przedstawił odpowiedniej liczby dowodów i obciął listę zarzutów o niemal połowę. Wielu przysięgłych w mediach otwarcie przyznawało, że głosowało za uniewinnieniem. Dla FDA to jednak było za mało – znów pozwała Burzyńskiego. Przysięgli z pierwszego procesu podczas drugiego protestowali razem ze zwolennikami Burzyńskiego. Burzyńskiego uniewinniono po raz drugi.
![]() |
Fot. http://wolna-polska.pl/ |
BURZYŃSKI NIE JEST SZARLATANEM?
W medycynie i wokół niej nie brak szarlatanów, którzy uważają, że odkryli lekarstwo na całe zło i każdą odmianę raka. Burzyński do nich nie należy. Żadnemu z pacjentów nie obiecuje wyleczenia. Jego metoda nie jest cudownym, magicznym guzkiem, który uzdrawia wszystkich. Niektórzy wyleczeni pacjenci miewali nawroty, ale u wielu z nich ponowna terapia znów działała. Byli jednak i tacy, którym nie udawało się pomóc. Zaprezentowany w filmie raport z 2005 roku ujawnia, że zaledwie 9% pacjentów poddających się radio- i chemioterapii wraca do pełnego zdrowia. Natomiast inny raport, przeprowadzony w 2008 roku wykazał, że 25% pacjentów stosujący antyneoplastony zdrowieje całkowicie.
ZATWIERDZENIE LEKU CORAZ BLIŻEJ
Od 1995 roku wszyscy pacjenci poddawani byli terapii antyneoplastonowej za pozwoleniem rządowej Agencji do Spraw Żywności i Leków. W 2012 roku nakazano wstrzymanie przyjmowania nowych chorych, jednak w 2014 roku cofnięto tę decyzję, a FDA zniosła ograniczenie prowadzenia badań w klinice Burzyńskiego. Badania weszły w trzecią, ostatnią fazę przed ostatecznym zatwierdzeniem leku. Istnieje zatem coraz większa szansa, że antyneoplastony będą mogły pomóc coraz większej liczbie osób.
Batalia Burzyńskiego z rządem i FDA zakończyła się jak na razie zwycięstwem polskiego lekarza. Na koniec jednak łyżka dziegciu, czyli cytat z wywiadu z doktorem udzielonego w 2014 roku dla Dziennika Związkowego (Polish Daily News):
(…) środowiska medyczne nad Wisłą są do nas nieprzychylnie nastawione, choć akurat mamy dużo szczęścia w leczeniu ludzi, którzy z Polski przyjeżdżają. W przeszłości wyciągaliśmy rękę do współpracy, lecz wielokrotnie spotykaliśmy się z odmową, więc przypuszczalnie na wielki postęp w tej dziedzinie nie należy liczyć.
Szkoda, że polscy pacjenci wciąż będą zmuszeni do zbierania gigantycznych środków, aby móc wyjechać na leczenie zagraniczne. Obawiam się, że nie zmieni tego żaden rząd. A może się mylę? Czas pokażę… Najważniejsze jest to, że klinika i instytut badawczy Burzyńskiego przetrwały wszystkie sztormy. Oby od tej pory świeciło dla nich słońce. Zachęcam Was do obejrzenia filmu „Rak to poważny biznes”. To wspaniała lekcja o świecie – bolesna, ale prawdziwa.
Zdjęcie tytułowe: http://www.usatoday.com